Powrót na górę

Kiedy patrzysz na gotowy bochenek, widzisz przede wszystkim efekt. Chrupiącą skórkę, odpowiedni kolor, charakterystyczne nacięcie. Bierzesz go do ręki, kroisz i właściwie cała reszta przestaje mieć znaczenie. Ale zanim ten chleb trafi na Twój stół, wydarzyło się naprawdę sporo.

Czy wiesz, co się dzieje w piekarni?

Dla mnie pieczenie chleba zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie, kiedy wkładamy go do pieca. Zaczyna się od składników. Mąka, woda, sól, zakwas — pozornie proste rzeczy, które odpowiednio połączone potrafią stworzyć coś wyjątkowego. Później zaczyna się praca z ciastem. Mieszanie, wyrabianie, składanie, fermentacja. I tutaj nie ma drogi na skróty. Ciasto trzeba obserwować. Nie wystarczy spojrzeć na zegarek i powiedzieć: „Minęły trzy godziny, więc jest gotowe”. Czas jest ważny, ale równie ważne jest to, co dzieje się z samym ciastem. Dopiero kiedy osiągnie odpowiednią strukturę i dojrzałość, możemy przejść dalej. Potem formowanie. Każdy bochenek dostaje swój kształt, a później trafia do pieca, gdzie zaczyna się jedna z moich ulubionych części całego procesu. Wysoka temperatura, para, pierwsze minuty wypieku i moment, kiedy zaczyna powstawać skórka. W piecu chleb zmienia się najbardziej. Z ciasta, które jeszcze chwilę wcześniej było miękkie i plastyczne, powstaje coś, co za moment będzie można pokroić. Ale nawet wtedy nie możemy się spieszyć. Świeżo wyjęty chleb musi odpocząć. Musi wystygnąć i ustabilizować się w środku. Dopiero wtedy możemy go zapakować i przygotować do drogi. To szczególnie ważne, kiedy pieczywo wysyłamy na całą Polskę. Chcemy, żeby osoba, która otworzy paczkę kilkaset kilometrów od naszej piekarni, dostała produkt, z którego możemy być tak samo dumni jak z bochenka kupionego na miejscu. I właśnie dlatego przykładamy uwagę do każdego etapu. Bo dobry chleb nie powstaje w jednym momencie. Powstaje przez cały proces. Od pierwszej porcji mąki aż do chwili, kiedy ktoś kroi pierwszą kromkę w swojej kuchni. I chyba to właśnie najbardziej lubię w piekarstwie. To, że efekt końcowy jest prosty. Kromka chleba. A za tą prostotą stoi tak wiele pracy, czasu i decyzji. Jeśli następnym razem będziesz trzymać w rękach bochenek, pomyśl o tym, ile musiało się wydarzyć, zanim trafił właśnie tam. A później po prostu go zjedz. Najlepiej do ostatniej kromki.

Marcin

Brak komentarzy

Zostaw komentarz